Nic dziwnego że na przełomie lat pięćdziesiątyc
„Nic dziwnego, że na przełomie lat pięćdziesiątyc i sześćdziesiątych — po pierwszych kompleksowych badaniach inwentaryzacyjnokartograficznych oraz po zrodzonych przez Budryka nadziejach na spokojną dla miasta eksploatację złóż pod nim — przed Bytomiem otwarły się nowe, lepsze perspektywy. Jak już wspomniałem miasto zaczęło się wtedy szybko rozwijać. W pierwszej kolejności przystąpiono do zabudowy licznych wyrw i luk budowlanych powstałych po wyburzeniach. Rozpoczęto kompleksową renowację i zabezpieczanie budynków dotkniętych szkodami górniczymi. Zaczęto opracowywać projekty budowy osiedli o zabudowie wielokondygnacyjnej.
Nadzieja wstąpiła w serce bytomian. Na początku lat sześćdziesiątych opracowano szczegółowy plan zagospodarowania przestrzennego Bytomia, złożony z planu etapowego obejmującego lata 1961—1970 i planu perspektywicznego do 1980 roku. Cechą charakterystyczną tych planów było dążenie do uporządkowania organizmu miejskiego. Zwrócono uwagę na potrzeby mieszkańców starając się je zabezpieczyć w możliwie szerokim zakresie. Przewidziano przebudowę istniejącej substancji mieszkaniowej, utworzenie zielonych stref ochronnych, usprawnienie sieci komunikacyjnej przez wprowadzenie systemu pierścieniowopromienistego, stworzenie czytelnej kompozycji przestrzennej.“(3)
<<<< Wybuchowi takiemu towarzyszy
| Nasz pierwszy wychowawca >>>>