Gdy nie miał pieniędzy na modeli
„Gdy nie miał pieniędzy na modeli, stawał przed lustrem i sam się portretował. Rachela odwiedziła go i pozowała mu; co tydzień przychodziła pani Roulin z dziećmi. Madame Glnoux, żona właściciela kawiarni, w której często przesiadywał, pozowała mu w stroju arlezjanki. Zamaszystymi, mocnymi rzutami w ciągu godziny skończył portret. Na bladocytrynowym tle odbijała szara twarz, czarna suknia miała odcień błękitu pruskiego. Posadził ją na pożyczonym fotelu z drzewa pomarańczowego, łokcie opierała na zielonym stole.
Żuaw o masywnym karku, małej twarzy i tygrysich oczach zgodził się za drobną opłatą na pozowanie. W portrecie do kolan uwiecznił go Vincent na zielonym tle, w niebieskim mundurze, z wyblakłym, czerwonym szamerunkiem i dwiema bladocytrynowymi gwiazdkami na piersi. Na brunatnej, kociej głowie siedział czerwony fez. Dzikie zestawienie tych niezgodnych barw przez swoją jaskrawość, pospolitość i twardość harmonizowało wybornie z charakterem modela.
Godzinami siedział w oknie, z papierem i ołówkiem w ręce, i próbował opanować technikę, aby w kilku kreskach odtworzyć ludzi i zwierzęta. Kopiował obrazy namalowane w lecie myśląc, że jeśli w ciągu roku zrobi pięćdziesiąt studiów po dwieście franków, nie będą go tak dręczyły wyrzuty sumienia, że żyje na koszt brata.“(8)